poniedziałek, 4 stycznia 2010

Pre-fall po męsku

Nie zamierzam tu bynajmniej pisać o modzie męskiej - nie mam o niej bladego pojęcia! To tak tytułem wstępu dla tych, których by ten temat interesował. A tak ogólnie? Zrobił nam się 2010. Nie jestem typem człowieka, którego mami iluzja nowego początku, związana z przekręceniem licznika w kalendarzu. Nowy rok jest rzeczą całkowicie umowną: właściwie można go rozpocząć każdego poranka lub - jeśli ktoś woli nocne ceremoniały: dowolnego dnia około północy. Zresztą zupełnie niezrozumiały jest dla mnie pęd do początków w chwili, gdy świat zakrywa pierzyna całkiem zapominalskiego, całkiem obojętnego wobec ludzkich emocji śniegu. Początek to raczej wiosna, najokrutniejszy miesiąc kwiecień, cały ten obezwładniający anturaż pierwszych kwiatków na trawie, wydłużający się dzień, a może przede wszystkim: skrócona noc. Gdy skraca się noc, ze wszystkim trzeba się bardziej spieszyć. Jednak akurat koniec 2009 jest dla ważny, bo finalizuje się rok wyjątkowo podły - taki rok, który chciałoby się wymazać z pamięci, wytrzeć z zeszytu gumką myszką. Powiedziałabym nawet, że był to rok swoiście romantyczny: łączący tragedię z euforią, wyjątkowy stres z wyjątkowym spełnieniem, zamieniający pochmurne oczekiwania w stoicki spokój. Być może istnieje jakiś kuriozalny moment w życiu, gdy z nadmiaru emocji można otrząsnąć się w okamgnieniu, tak jak otrzepujemy się z płatków śniegu, gdy w zimowy wieczór przekraczamy próg domu. Jakiś filozof-mistyk (Blake?) hipostazował stany emocjonalne do rangi autonomicznych mgławicowych bytów, które obejmują swoim zasięgiem coraz to różne jednostkowe konstytucje psychofizyczne. Można dostąpić łaski, ale też można dostąpić smutku, obojętności, strachu. Chyba najbardziej wartościowe w tej całej teorii jest to, że pozwala zrozumieć fakt zewnętrzności tych stanów wobec jaźni. Matko, ja chyba zostanę buddystką ;-) Dość tych rzewnych wyznań! Tak sobie ostatnio myślę, co by tu zrobić z tym moim Wintydżem. Blog w tej formule całkiem mi się już znudził - ok, nie pokazałam tam jeszcze nawet połowy swoich ciuchów, ale gdy sama przyjrzę się tym wszystkim fotografiom, gdzie w kółko powtarza się ta sama, nudna postać, to i mi robi się nieswojo. Zakładałam tego bloga z jakimś polemicznym zacięciem, mierziły mnie szafiarskie stylizacje, miałam intencje pokazania jakichś odzieżowych alternatyw, ale teraz nie do końca umiem stwierdzić, co mi z tego wyszło. Jedno jest pewne - robienie zdjęć sprawia mi ogromną przyjemność, może dlatego prowadzę tego bloga, choć zadanie to czasem przypomina wypełnienie jakiegoś obowiązku wobec bóg wie kogo. Anyhow, muszę się nad tym poważnie zastanowić. A teraz ten męski Prefall.
Na początek może Burberry Prorsum. Męskie inspiracje w przypadku tej marki nie są niczym nadzwyczajnym. Idealnie skrojone płaszcze to znak firmowy Burberry. Z przyjemnością odkrywam, że na jesieni modne będą militarne marynarki i płaszcze - nie chodzi jednak o rzeczy przerysowane szamerunkami: chodzi o krój a la szynel, zgniłą zieleń i mosiężne guziki. Do tego koniecznie dość cienki pasek w talii - to będzie hit przyszłego sezonu. Założony na długą marynarkę wyraźnie ją odmładza. W wersji ze spodniami superskinny dwurzędowa, klasyczna marynarka (o wąskich rękawach) będzie prawdziwym hitem jesieni 2010. Doskonale - można je upolować za pół ceny w Zarze et al. Ważne, żeby wybierać kroje jak najbardziej klasyczne, o szerokich klapach - dodatki zrobią resztę.

Prawie identyczny marynarkowy trick mamy u Jasona Wu. Podobna sylwetka z górą zdominowaną przez marynarkę i prostym (składającym się prawie wyłącznie z nóg!) dołem. Granatowa marynarka Wu ma kieszenie również na piersiach. W tym pokazie Prefall występuje też zgniłozielony żakiet, nałożony na krótką, szarą, szyfonową sukienkę i przewiązany paskiem - zakochałam się w tym looku. Wu świetnie się rozwija - jest młodym projektantem, który próbuje wielu opcji tworzenia ubioru. Świetnym połączeniem jest sweter założony na lśniącą mini (cekiny?), przewiązany małym paskiem - idealny strój, bo można w nim iść do pracy, a potem na imprezę i cały czas wyglądać stylowo. Spodobały mi się też sukienki z wiązanym detalem poniżej talii - taka draperia w połączeniu z ultraprostą górą wydaje mi się wyjątkowo atrakcyjna. Strasznie podoba mi się Wu - brakuje jakiegoś jego odpowiednika w Polsce. Polscy projektanci-jedwabnicy, szyjący dla polskich idiotycznych celebrytów chyba wyszli już wszystkim nosem. Ludzie, my chcemy czegoś do noszenia! Czegoś bez zadęcia na wielką modę! Wydaje mi się, że polscy projektanci dobrze by wyszli, gdyby po prostu wpadli na pomysł szycia ubrań, a nie kreacji.

Paskowy motyw powtarza się w kolekcji Rag&Bone. Ubrania są bardziej casualowe, ale sylwetka jest podobna jak u Wu. Sporo na górze i mniej (co nie znaczy nudno) na dole. Można powiedzieć, że każde ubranie kończące się dalej niż na pół uda jest herezją. Jeśli spodnie, to do pół łydki. Everything gets cropped. Fenomenalne są dla mnie w tej kolekcji te getry, zmarszczone na nogach - już na takie choruję. Do tego ciężkie buty i warstwy. Kamizelka, a na niej pasek? Czy to nie jest genialne w swojej prostocie?

Alexander Wang trochę odszedł od swoich sportowo-rockowych ekscesów i zapodał coś biurowego. Oczywiście jest to dość nowoczesne biuro. Jeśli biała koszula, to w formie tuniki-sukienki. Jeśli kamizelka, to skórzana i szczątkowa. Kolejna moja obsesja to ten kamizelko-pasek. Widziałam takie w fenomenalnej kolekcji Joanny Paradeckiej, która jest chyba przełomową w Polsce projektantką w tym sensie, że robi coś nieszablonowego i, jak mi się wydaje, patrzy na modę z niezłym dystansem - jej recyklingowe projekty, szyte z niesamowitą precyzją robią wielkie wrażenie. Są lekkie i bardzo do noszenia. No właśnie - i ona to nawet Wanga wyprzedziła z tymi pasami ;-) Z kolekcji Wanga można wysnuć ważny wniosek - w przyszłym sezonie nikt nie obejdzie się bez perfekcyjnie dopasowanych czarnych rurek. Czy znajdę choć jedną parę na tegorocznych salach?

Na koniec nieco bardziej optymistyczna kolorystycznie Rachel Roy. Motyw wąskiego paska w talii mamy i tutaj, można to nosić nawet w zestawieniu z dresowymi trykotami. A tkaniny obiciowe przetrwają na płaszczach - statement coat nadal poszukiwany!

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ależ, Kakabubu... Nigdy wcześniej nie wypowiadałam się w komentarzach żadnego z Twoich blogów. Dziś jednak trochę przeraziło mnie trochę Twoje znużenie Wintydżem, jego formą czy też... (wciąż tą samą) bohaterką? Jestem stałą czytelniczką, znam całego bloga, łącznie ze wszystkimi archiwami i jestem nim nieodmiennie zachwycona. Od czasu do czasu przeglądam polskie blogi szafiarskie ale nie potrafię znaleźć lepszego od Twojego. Bo co mnie obchodzi tysiąc stylizacji z tym samym poliestrowym podkoszulkiem w roli głównej? Albo dżinsami i różowymi adidasami; bywają i takie, niestety. Oczywiście, zrobisz co tylko zechcesz, niezależnie od jednego komentarza anonimowej czytelniczki. Myślę jednak, że takich jak ja (głupioanonimowych, zakochanych w Wintydżu czytelniczek) jest dużo, dużo więcej.
Jest w Twoich zdjęciach, stylizacjach, pomysłach, pewna magia, coś nieuchwytnego, czego nie potrafię dostrzec nigdzie indziej. Nawet w tych lubianych przeze mnie blogach, u Sztywniary na przykład.
Ja też odrobinę interesuję się modą, lubię niesztampowość, bo to wg mnie zabawa. Coś, co szkoda, żeby nas wtapiało w tłum. Inspiracji szukam... m.in. u Ciebie.
Mój chłopak stworzył mi nawet zakładkę Twojego bloga na swoim laptopie, z którego najczęściej korzystam. Zawsze jak mnie przed nim zostawia, śmieje się: posiedź sobie, posiedź na Wintydżu...
Z najcieplejszymi pozdrowieniami:)
Alex

peek-a-boo pisze...

Ozesz, a skad taka talie chudzitka wziac? te laseczki to chyba sobie żebra wyciągaja przed załozeniem paskow, ehh. A jesli o Wintydza chodzi, to faktycznie widac , ze Cię nieco zapal opuścił. Czasem nawet w niektórych notkach, wyczuwam, scuse the word, jakies takie ZSZAFIARKOWANIE?!? Hope not, trzeba by moze zawrocic do poczatkow i odbic stamtad znowu w ciut innym kierunku? Absolutnie nie zamykac tylko przenicowac trochę, cóż zresztą tłumaczyc specjaliste od przerobek bede;). Pozdrawiam serdecznie noworocznie. Ciagle obecna na ławce kibiców;).

Anonimowy pisze...

Przylaczam sie do Alex - nie wyobrazam sobie, że miałabym zostać pozbawiona mojej ulubionej lektury. Właśnie - lektury. Przyznaje się: ważniejsze są dla mnie teksty, przepadam za nimi, a zdjęcia - to uzupełnienie. Dlatego sprawdzam często, czy nie pojawiło się coś w "Metkach".
Pozdrawiam
Anonimowa Czytelniczka :-)

Anonimowy pisze...

Też jestem głupioanonimowa. I przywiązana do Wintydża. Nie interesuję się modą, zawsze byłam obok. Kojarzyła mi sie ona z absolutną opozycją indywidualizmu, którego jestem wyznawczynią, szafiarki mnie nudziły. Ty jednak sprzedajesz coś zupełnie innego,produkt jakościowo odmienny, który ja w ciemno kupuję. (W gruncie rzeczy) jest to sprawa smaku- tej przesyconej poezją miłości do piękna, która bije z Twoich zdjęć. Nie wstawiłaś jednak tutaj tego posta aby kokietować czytelników, ani- tym bardziej- aby czytać ich smętne grafomańskie wynurzenia,przejdę więc do rzeczy. Robisz dobre zdjęcia. Masz dobry gust i dystans potrzebny aby nie podążać ślepo za tłumem. Udaje Ci się uchwycić nie tylko ubrania (które w sumie są najmniej istotne), ale i człowieka i tworzone przez niego konteksty, które czynią dany zestaw niezwykłym. Wiem,ze rozważałaś kiedyś tworzenie bloga stricte ulicznego, więc jeśli rzeczywiście dotychczasowa formuła już się wyczerpała, to może czas zacząć tworzyć polskiego sartorialista? Któż jak nie ty?


Adm

PapuGens pisze...

Hej. Czytam Twojego bloga i chciałabym wyrazić swoje uznanie dla Ciebie i Twojej pracy. Pewnie to w gruncie rzeczy mało znaczące wyróżnienie ale zdecydowałam się skierować w Twoją stronę tytuł "kreativ blogger".

Pozdrawiam,
Dagny - http://glamagenda.com


Zasady przyznawania wyróżnienia Kreativ Blogger:
- po otrzymaniu nagrody na swoim blogu umieszczamy logo Kreativ Bloger, ujawniamy 7 prawd o sobie oraz informujemy, kto przyznał wyróżnienie;
- nominujemy 2 inne blogi do nagrody i podajemy link do każdego z nich;
- informujemy wyróżnionego o nominacji w komentarzach na jego blogu.

Lady Aga pisze...

Trafiłam do Ciebie całkiem niedawno, dzięki tekstowi o second-handach na Grochowie, Sąsiadko:) Od tej pory chętnie podczytuję, acz sama idea szafiarstwa wydaje mi się lekko dziwna:D W kazdym razie "na tle" Twój blog jest inny i szkoda by go było. Acz rozumiem przesyt...
Może więc blog na inny temat, bo fajnie piszesz...Ale błagam, niech to nie będzie "polski Sartorialist"!!!!

P.s. fajne foty!

Pozdrawiam

Wiszniewska pisze...

Szafiarki na świecie idą w stronę zdjęć. Cóż, kultura obrazkowa dominuje. Dobre teksty to rzadkość, ty świetnie piszesz, nie rezygnuj z przenoszenia swoich myśli na papier.