Wszyscy już w Mediolanie, a my jeszcze w Londynie! All this is going way to fast... Nie nadążam. Wczorajszy pokaz Prady oglądałam w wielkiej ekscytacji, ale te buty, te buty.... okropieństwo! W świecie pogłoski, jakoby Raf Simons miał trafić do Diora, a Jil Sander wraca jako projektantka do swojej marki - chyba czekają nas spore przetasowania. A w Londynie było całkiem dobrze, a najlepiej u Jonathana Saundersa, który wyrasta na czołowego brytyjskiego projektanta.
Saunders jest projektantem, który stworzył już swój własny styl: nieodmiennie prezentuje świetne krawiectwo, zaskakujące połączenia kolorystyczne, nieoczywiste wzory - wszystko w dobrym, nieostentacyjnym stylu. Jesienna kolekcja jest przede wszystkim świetnie uszyta - dominują tu dwurzędowe płaszcze i marynarki w stylu lat 70tych, kobiece taliowane sukienki, spodnie o wysokiej talii i prostych nogawkach. Wśród tkanin dominuje połyskliwy żakard i melanżowa wełna w kolorach od bordo i czerwieni, poprzez beże i szarości, pastelowe błękity i fiolety do szmaragdu. Wśród deseni drobny, "krawatowy" graficzny motyw na żakardzie, duże kwiaty, kratka. Kolekcja Saundersa zachwyca spójnością, wręcz czystością wizji. Jest to jakby kompletny, jesienny styl. No i te płaszcze - to będzie absolutny przebój przyszłego sezonu - po pokazie Prady wiemy to już na 100%.
Christopher Kane natomiast poszedł w gotyk. Bohaterki jego kolekcji to złe dziewczynki - noszą wyłącznie czerń, granat i bordo. Jeśli kwiaty, to tylko flokowane, graficzne, zimne róże - no może z małym odstępstwem dla haftowanej, zygzakowej łączki. No i panterka. W kolekcji Kane'a dominują świetne sukienki z lamowanymi skórą gorsetami, uszyte z ukochanej przez niego w tym sezonie sztywnej tkaniny z motywem słojów drewna. Do tego poraz kolejny dwurzędowe marynarki, proste płaszcze lub grube swetry w warkocze. Na stopach mocne, czarne skórzane buty. Jednym słowem - kolejny mocny trend jesieni: kobieta z półświatka - wszystko w równie wspaniałej wersji - choć bez tego londyńskiego luzu - w nowej kolekcji Gucci.

Świetna jesienna kolekcja Paula Smitha. Jak zwykle wielka inspiracja męskim stylem i typowo miejski look - świetne marynarki z wełny i weluru, płaszcze oversize otulające sylwetkę, doskonałe spodnie i taliowane spódnice. Motyw przewodni: poziome paski w odcieniach fioletu i bordo. Kolory stonowane - z dużą dawką szmaragdu. Po prostu świetna kolekcja. Dla mnie absolutnym klejnotem tej kolekcji - jest drapowana sukienka-płaszcz, uszyta na bazie klasycznej marynarki. Cudowna! Świetna moda do noszenia - bez przebieranek, teatru i pretensji!
O braku teatru nie można powiedzieć w przypadku kolekcji McQ. Mniej ekskluzywna linia McQueen pierwszy raz została z taką ceremonią pokazana, a projektantka Sarah Burton stworzyła iście McQueenowskie kreacje. Oczywiście nie ma tu aż takich ekstrawagancji, jakie zapewne zobaczymy za kilka dni w Paryżu, właściwie haute couture są tylko fryzury modelek. W kolekcji przede wszystkim płaszcze - wojskowe, dwutonowe, w odcieniach zieleni, ale też czarne, skórzane, z mocnymi dodatkami w postaci futra. Pojawiają się też wspaniałe aplikacje i hafty - z motywem kwiatów i jesiennych liści. Do tego pojawiające się tu i ówdzie angielska krata. Świetne są sukienki - dramatycznie taliowane, odszyte koronkowym karczkiem. Kolekcja piękna, ale ja czekam na paryski pokaz McQueen.
Równie romantyczną kolekcję pokazał Marios Schwab. Schwab jednakowoż poszedł w przedwojnie. Kształt zapożyczył ze sztuki Art Deco - opływowe, roślinne, miękkie, a jednocześnie geometryczne, przemyślane. Stylistycznie sięgnął do ikony Marleny Dietrich (znowu!) - w kolekcji styl bardzo kobiecy, elegancki, szykowny. Dominują wspaniałe sukienki z aplikacjami Art Deco, zaokrąglonymi dekoltami, naszywanymi obłymi kieszeniami, wyraźnie zaznaczoną talią. Schwab sięga po przeźroczystości, które wspaniałe wykorzystuje w ostatnich sukniach wieczorowych, bardzo kojarzących się ze stylem Givenchy. Kolory słabo nasycony, eteryczne. Do wszystkiego t-bary i bardzo stylowe kapelusze. Niezwykle wdzięczna kolekcja!
Nowa kolekcja Burberry przejdzie do historii z powodu pochodu wielkich pasiastych parasoli. Same projekty Christophera Bailey na mnie nie robią jakiegoś ogromnego wrażenia - wybaczcie, nie rozumiem szału związanego z Burberry - rozczulam się tylko nad podjedzonym przez mole kaszmirowym płaszczem tej marki sprzed kilku dekad, gdy wisi na wieszaku z ceną 1 złoty :( W nowej kolekcji jak zwykle sportowy, nowoczesny miejski styl w brytyjskiej tradycji. W tym sezonie wzbogacony o wielkie kieszenie typu cargo (widzieliśmy je już w Ameryce), wspaniałe spódnice ze spiralnymi falbanami, baskinki. Duże poziome paski, bo i gipiura - pojawia się nawet tutaj: spódnice z koronki i sportowa kurtka? Czemu nie! No i aksamit - miękki, cudownie lśniący, przepiękna tkanina dla prawdziwie eleganckich ludzi, którzy... nie mają kotów perskich! ;D
Na koniec mojego krótkiego przeglądu trochę minimalizmu. Choć gdy patrzę na nową kolekcję Acne, to raczej myślę o maksymalizmie - tyle tu oversize'ów, wielkich plam koloru! Kolekcja Acne bardzo artystyczna (Bauhaus?) i bardzo geoetryczna: dominują duże płaszcze o niezwykle miękkich liniach, skrojone zdecydowanie: typowe "statement coats". Dużo mocnego koloru, aż do fluo i ciekawie przebarwione moro XXL - tym razem żółte! Do łask powracają też szerokie paski - pomalowane geometrycznie tak, aby wyszczuplić talię. Taką modę to ja lubię.

I na koniec mój ulubiony Richard Nicoll, który postanowił przedstawić minimalistyczne podejście do zagadnienia odzieży biurowej. Zainspirowany m.in filmami Tati (znam entuzjastów Tati, to chyba religia!) stworzył prostotę w monochormatycznych barwach: od bieli, przez szarość, kobalt po żółty i pomarańcz. Wszystko w tej kolekcji jest minimalne, nawet sama ilość modeli - prosta sukienka, prosta bluzka, prosty płaszcz, proste spodnie. Do tego - duża, prosta teczka. W sam raz do pracy! Jedyna ekstrawagancja to metaliczne buty - genialnie wygląda na tle tej prostoty.