czwartek, 17 czerwca 2010

Resort 5

Wreszcie miałam dziś szansę trochę się wyżyć na materiale nieożywionym. W poszukiwaniu kryształowych kamyczków nawiedziłam dziś pasmanterie na Mińskiej: znalazłam to, czego szukałam (spory wybór tegoż!), a w ramach kaprysu wzięłam też kłębek żółtej czesanki do filcowania. Pamiętam czasy, gdy filcowanie stawało się dopiero modnym hobby: rozwijałam stare góralskie wełny i dopiero z tak uzyskanej "czesanki" formowałam kulki, a potem je barwiłam farbami do jajek :D Teraz to jest luskus: na Mińskiej w cenie 0k. 7 złotych można kupować najbajeczniejsze kolory, jeden kłębek oceniam na kilkanaście całkiem sporych kul. Trzymam się kurczowo metody na mokro (wspaniale kształtuje bicepsy), i to dzięki niej przed chwilą ukręciłam sobie dwie pary kolczyków. Teraz czekam na wyschnięcie, a potem będę zdobić kryształami. Filcowanie to pradawna sztuka: zostało właściwie odkryte - w jakichś prabutach wypchanych sierścią zaczęły się formować zwarte formy, które przecież a vista mogły znaleźć w ciężkich (pradawnych!) czasach setki różnych zastosowań. Potęga siły tarcia znacząco musiała wpłynąć na rozwój ludzkości. Bałwochwalcy tylko wybierają Huntery, a gardzą poczciwymi gumofilcami. Zawsze w ten sposób o tym myślę. Być może dlatego, że do późnych lat mojego dzieciństwa nie robiły na mnie wrażenia rzeczy drogie. W ogóle nie pożądałam niczego drogiego, jedynie rzeczy genialnie proste sprawiały mi radość. Poukładane rzetelnie w tekturowym pudełku cukierki irysy w czekoladzie: takie bez papierków, chowane na szafie jako towar świąteczno-luksusowy - smakowały o nieba lepiej niż obecne wynalazki Wedla, pakowane w pozłotka, a na dokładkę w folię. To pozłotko i ta folia literalnie stają mi w gardle, skonfrontowane z prymitywną potrzebą kupienia sobie dwadzieścia deko irysów stają się wyjątkowo dojmujące. Jaki to ma związek z filcem? To są te... no... proste przyjemności! Jeśli z chaotycznej, puchatej, efemerycznej kupki runa można zrobić całkiem idealną kulkę (ach ten Brancusi!), a potem latami obserwować jej trwanie - cóż może być bardziej zadziwiającego? Pierwszy raz uczyłam się wytwarzać włóczkę na obozie młodzieżowym gdzieś w Danii. Najpierw trzeba było ogolić owce (!), potem odpowiednio surowiec oczyszczać, czesać, a następnie wytwarzało się wełnianą przędzę za pomocą jakichś szalonych czółenek tkackich. Na koniec oczywiście barwienie jagodami czy pokrzywami. Cholernie radosne sytuacje, tym bardziej szczęśliwe, że nie trzeba ich kupować. Po prostu są. Nie ma co brnąć w ten poboczny wątek (sic!), ale gwarantuję, że 7 złotych zainwestowane w porcję czesanki zwróci się każdemu z nawiązką w postaci lepszego samopoczucia ;D A tak w ogóle, to strasznie polecam pasmanterie na Mińskiej 25: maniacy krawieccy mogą tam nawet kupić fiszbiny do gorsetów w rewelacyjnej cenie ok. 30 złotych za kilka metrów, metalowe żabki do pasa do pończoch (nie wiedziałam, że można je jeszcze gdzieś dostać), nie wspominając o wszelkiej maści wstążkach, sznurkach i niciach. No i pióra - prawdziwie pióra z marabuta, którymi można za całkiem przyzwoite pieniądze totalnie odmienić na przykład małą spódniczkę w kolorze pudrowego różu. Ach, rozmarzyłam się...
A teraz zanurzamy się w świat wielkiej finansjery, czyli pokazy Resort. W Londynie Peter Jensen pokazuje kolekcję Resort - czyżby Ameryka już mu zbrzydła? Z typową dla siebie przekorą pokaz sytuuje w krainie dziecięcych fantazji - łańcuchy z papieru kolorowego zdają się stanowić istotną część kreacji ;D Jest sporo zabawnych sweterków, szortów w dziecinne wzory, no i całkiem konkretnych, prostych sukienek w brązie i czerwieni. Do wszystkiego skarpetki rodem z boiska piłkarskiego (jakże apropos w roku mundialowym!). No i znowu mamy potwierdzenie, że są tacy projektanci, którzy słowo moda piszą świadomie małą literką - oby w kraju nam w takich więcej obrodziło!

A teraz przechodzimy do fazy pucharowej. W kolekcji Missoni paseczki tym razem wcieliły się w połączenie etno z modą modsów. Trend na lata 60te odzwierciedlają trapezowe sukienki, kapelusze czy chustki na głowach. Kolory jak na Missoni to wyjątkowo żywe, a szczególnie pociągające to wielkie czerwienie. Ogólnie: wzory etno trzymają się mocno, warto w nie inwestować: graficzne desenie chyba zadomowiły się na dobre... A jeśli macie w domu szydełko i nie zawahacie się go użyć, to wiele kreacji z tej kolekcji jest kwestią kilkudziesięciu godzin (na przykład przy oglądaniu Mundialu) - w pasmanterii na Mińskiej dostępne wszelkie kolory włóczek bawełnianych ;D


Ojej, ta piękna kolekcja spowodowała u mnie chyba oczopląs! Brrrrr. Ale ładna jest, trzeba przyznać. Na uspokojenie nastroju przypatrzymy się Lanvin. Co tym razem u Albera? Forma prezentacji chyba jeszcze bardziej piorunująca niż ostatnio - motyw lustrzanego odbicia daje wrażenie niesamowitości, może nawet dekadencji. A projekty niezwykle eleganckie, nawet pod postacią wystudiowanych kostiumów kąpielowych (czy raczej basenowych!) i towarzyszących im czepków retro. Przeważają wieczorowe garsonki i sukienki, za tę w szmaragdowej zieleni oddałabym... wiele ;D Ba! Jest nawet suknia dla pań, które w przypływie letniego szaleństwa, zechcą wziąć ślub. Tu i ówdzie pojawia się motyw wężowej skórki. I biały garnitur o wyraźnej, seksownej linii. A tak naprawdę to wszystkie wiemy, że chodzi przecież o Albera i te jego draperie!


A Celine? Phoebe Philo przyzwyczaiła już nas do wyrafinowanego minimalizmu. I tu brak niespodzianek. Dominują proste pomysły w brązie, beże, jest skóra ulubiona przez projektantkę, ale mamy też sukienki z kolorowych pasów, a na koniec sporo deseni w wydaniu retro. No i białe garnitury - gdy patrzę na te kolekcje, to nie mogę pojąć, jakim cudem brak mi białego garnituru w szafie! Może dlatego, że nie współgra on z nieopaloną skórą, a ja skóry nie opalam z zasady. W ogóle nie rozumiem, jak można się opalać, skoro każdy lekarz twierdzi, że to jest śmiercionośne zajęcie! Opalanie się jest passee, serio.

2 komentarze:

agatiszka pisze...

Napisałam Ci u siebie który klej polecam. Jeśli chodzi o filcowanie, to zimą zrobiłam żółtego m&m-a, który teraz wisi w samochodzie pod lusterkiem i cieszy oko :)

Blue Note pisze...

o tak - obóz młodzieżowy ze strzyżeniem owiec przydałby się co niektórym dzieciakom. a taką sukienkę z kolorowych pasków mam zamiar sobie uszyć. najlepiej z weluru. tylko że to będą raczej kwadraty a nie paski