wtorek, 16 lutego 2010

Nowy Jork Jesień-Zima 2010/11 4

Nadrabiam kolejny dzień, bo wszystko wskazuje na to, że jutro nie będzie czasu. Nie ma to jak noc w Nowym Jorku - i tak nie mogę ostatnio spać, więc nie robi mi to różnicy. A jeszcze dziś ma być live stream Marca Jacobsa o 2ej w nocy, to może się załapię!
Betsey Johnson wróciła na wybieg i wow! Niezła eksplozja kiczu. Tym razem w stylu westernowym. Czego tu nie ma! Są kolty, gorsety, zwiewne sukienki, paski, kratki, groszki. I nawet Warhol! A na koniec mały hołd dla McQueena...

No - Peter Jensen zadebiutował za oceanem i oczywiście był taki jak zwykle: genialny :-D Nie wiem, co on ma takiego w sobie, ale go uwielbiam. Tym razem wziął na tapetę film na podstawie powieści Muriel Spark The Prime of Miss Jean Brodie. Bóg mi świadkiem, że znam tę powieść na pamięć, bo na anglistyce omawiało się ją na zajęciach z teorii literatury prawie zdanie po zdaniu :-D Wierzcie mi - film z Maggie Smith też znam na pamięć, bo był na jakichś zajęciach z filmu. The Brodie set: oczywiście jak zwykle styl szkolno-niezależny, czyli coś, co Jensen opanował do perfekcji. I muszę powiedzieć, że to nawet tak głupio w tej Ameryce nie wygląda!

W dziewczęcym stylu również kolekcja DKNY. Od razu jednak widać różnicę myślenia o modzie - u Jensena jest to zdecydowanie bardziej autentyczne. Tutaj musi być choć odrobinka glitter. Dużo tu graficznych form rodem ze swetra Kononowicza, poza tym - naprawdę fajne płaszcze. I jak ja zazdroszczę tym modelkom gołych nóg w skarpetach. Gdyby tylko świat nie składał się z natury, chmur, wiatru i zapalenia jajników :-D

Erin Fetherston połechtała moją czułą strunę - Nico. Zainspirowała się dość charakterystycznym stylem tej znakomitej persony lat 70tych. Nie każdy o tym wie, ale Nico to moja prawdziwa miłość. Uwielbiam ją za jej cudowny głos, za piękno jej piosenek, za słowa, które śmiało mogłabym wyryć sobie na skórze. Nico to JEST moja ikona. Jej nieziemskie, posągowe ciało modelki - ostatnio nawet oglądałam jakiś przegląd fotografii z jej kariery. Potrafiła wyglądać jak cukierek (szczególnie z krótkimi włosami), ale też być absolutnie mroczna. Jak w czasach płyty Desertshore. Lubię utożsamiać się z Nico z tej okładki, często nawet specjalnie ścinami sobie tak grzywkę. No ale cóż - Nico była piękna, to niedościgniony ideał. No ale - kolekcja Fetherstone! Przede wszystkim prostota w stylu lat 70tych. Zwiewne sukienki, koszulowe sukienki, portfelowe sukienki. Nico raczej kojarzy się ze spodniami... Są bluzki z fontaziem, kamizelki, proste płaszcze. Ciekawa wariacja na temat Nico - choć może widziałabym to w bardziej mrocznych barwach...

PS. Wszystkie pokazy powinni dawać w livestreamie - super jakość, naprawdę fajnie zrealizowana sprawa. Świetne uczucie przez 10 minut być w NY ;-D

6 komentarzy:

ädchen pisze...

Z tego wszystkiego najbardziej podoba mi się Jensen. Dobrze, że grenlandczycy nie spełnili swoich gróźb i nie zabili go za jego interpretację ich narodowych butów:D A film z Maggie Smith uwielbiam. widziałam go tylko raz, miałam wtedy chyba 13 lat, ale na zawsze wrył mi się w pamięć.

agatiszka pisze...

Pomarańczowa sukienka to moje nowe marzenie :)

blo pisze...

Zdradź proszę link pod którym można obejrzeć te pokazy...
Nie znałam Nico, zaraz sobie o niej poczytam, dzx :]

Anonimowy pisze...

Witam,ja jeszcze a' propos tekstu o polskich lumpeksach internetowych: dziękuję za "zareklamowanie" mojego sklepu (Butik Vintage)!:) Nie miałam o tym pojęcia, bo nie znałam tego bloga (tylko Twój szafiarski). Teraz juz wiem, dlaczego tyle zamówień nagle było:) Dzisiaj uświadomiła mnie klientka, która pod wpływem Twojej zachęty kupiła żakiet McQueena.. -Trzy dni przed jego smiercią, teraz pewnie bym go nie sprzedała, szkoda by mi było.. Żakiet ma już wartość historyczną. Też jestem z Grochowa (chociaż teraz mieszkam na Saskiej), wszystkie lumpeksy, o których pisałaś kiedyś w "przewodniku" mam obcykane:), często też bywam w cukierni Olczaków, kiedyś Cię tam nawet widziałam:) Mogę dodać, że są tam też najlepsze lody w Warszawie, niestety dostępne tylko w sezonie letnim. A dziś mijałam Cię chyba na Grochowskiej tak mniej wiecej vis a vis starego urzedu paszportowego, gdzie teraz oczywiscie jest lumpeks:)? No to tyle, jeszcze raz dziękuję i zapraszam ponownie do sklepu, niedługo nowa kolekcja :) Pozdrawiam,
Karolina

blueberry pisze...

Lubię tu zaglądać...odnajduję to, czego oczekuję, czyli podsumowania w pigułce, bo przy tempie w jakim żyję brakuje mi czasu na wszystko. Na Metki jednak zawsze znajdę CZAS!!!niech inni czekają. Teraz czas relaksu przy grzanym winie. Pozdrawiam.j

Kaka Bubu pisze...

Anonimowy:
No właśnie ostatnio wypatrzyłam na stronie sklepu, że to po sąsiedzku jesteśmy ;-) Co do lodów - zdecydowanie zgodna, choć od kilku lat nie ma smaku kasztanowego, a on był po prostu genialny ;-) No cóż - nic ostatnio nie pamiętam z chodzenia chodnikami, bo tak mnie absorbuje, żeby się nie wywalić, że przestałam zauważać świat - jest jakiś dramat. Dziś też mi się zresztą wody do butów nalało. Ale jak mnie kolejny raz zobaczysz, to natychmiast proszę zaczepić: chętnie pogawędzę. Bardzo się cieszę, że tekst wywołał jakiś mały odzew: jak już pisałam, w Polsce dopiero będzie moda na vintage, ten rynek moim zdaniem wkrótce dostanie prawdziwych skrzydeł. A McQueen: też pomyślałam, że to niezła ironia z tym żakietem, to była prawdziwa perełka! Pozdrawiam serdecznie!