sobota, 2 października 2010

Paryż FW 2

Miałam zaczynać od innych spraw, ale Viktor i Rolf zawładnęli moim umysłem ;-) Otóż najbardziej spektakularni projektanci tego sezonu (i wielu innych sezonów zresztą też) postanowili dać upust swojej idee fixe, którą w obecnym czasie jest... koszula. Tak tak... coś przeczuwałam pisząc przy kolekcji Balenciagi o koszulach: koszule niby do lamusa już odstawione, niby niemodne, niby biurowe. W sklepach coraz więcej alternatyw dla koszuli: najróżniejsze fruwadła, drapowane topy, falbanki, a tymczasem koszule wychodzą na pierwszy plan i walczą o swoje miejsce na piedestale mody ;-) Nowa kolekcja Viktora&Rolfa to prawdziwa oda do koszulowej bluzki. Wszystko zaczyna się niezwykle mocno: na wybiegu pojawia sie oversize'owa bluzka ze zwielokrotnionymi mankietami, tuzinem kołnierzyków. Koszulowa mania to jednak nie tylko zwielokrotnienie i powiększenie: gdy przyjrzeć się detalom bluzka cała jest obszyta wystrzępionymi kawałkami tkaniny (świetny pomysł DIY - zaraz chyba siadam do maszyny ;-)), a mankiety w ironicznym geście pokryto lśniącymi perełkami. To jakaś superkoszula: najbardziej koszulowa z koszul. Od tego nasycenia instancji ideą projektanci przechodzą przez wszelkie wynaturzenia koszuli: koszula ma baskinkę długą niczym tren, koszula jako szmizjerka jest najbardziej uniwersalnym ze strojów, koszula przenika do materii spodni i wystaje z nich niczym rozcięta nogawka, koszula dopasowuje się do figury dzięki wstawkom z koronki (cudowne!), koszula ma niezwykle długi gors z zaszewkami, koszula jest wszystkim: nawet suknią ślubną. Piękny gest - teatralna suknia z kołnierzyków i mankietów, jak dzieło Picassa, "Akt schodzący po schodach" Duchampa. Po prostu - nasi panowie nie mogą dać spokoju naszym myślom: bezmyślnej konfekcyjnej modzie za każdym razem oferują niezłą konfrontację, jeśli tylko z mankietów i kołnierzyków. To zabawne - czytam właśnie ciekawą książkę o Franzu Fiszerze (polskim filozofie ;-)) - ponoć jako wieczny rezydent podróżował wyłącznie ze stosem książek i... kołnierzyków ;-) 


Nowa kolekcja Lanvin jest równie doskonała pod względem koncepcyjnym. Alber Elbaz (w przedzień swojej ogólnoświatowej (pop)ularności dzięki kolaboracji HM+Lanvin) postanowił głośno pozastanawiać się, jak blisko ciała może być ubranie. Wielkie bum i na wybieg wkraczają spektakularne sukienki z doskonale cielistej, wręcz nieistniejącej góry i zwiewnej, długiej plisowanej spódnicy. Sarkazm Elbaza tkwi w szczegółach: na gorsach skórzana uprząż zdobiona na szyi owadzią broszką, na stopach sandały z obcasem, który przywodzi na myśl różne formy opresji: korekcyjny mechanizm, usztywnienie, ludzki rodzaj podkowy. Wow! Doskonale pięknie wyłożny podstawowy antagonizm mody: wcielony strój i upiększający karcer. Nie wiem, jak wy, ale ja przy takich wywrotowych pomysłach czuję miłe mrowienie pod czaszką ;-) Później jest jeszcze lepiej: cieliste, cudownie dopasowane sukienki z jedwabnego dżerseju asymetrycznie ozdobione drapowanymi odszyciami, często zapinanymi na suwak. Jakby strój podawał rękę ciału - troszkę wariackie te porównania, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo język przesycony jest metaforyką cielesności i ubioru... Następnie seria marynarek z lekko podkreślonymi ramionami i bardzo cieliste sukienki, wręcz kombinezony. Potem seria opiętych plisowań rodem z kolekcji Miyake. Potem nagle długie szmizjerki i duże płaszcze z kreszowanych tkanin i wreszcie spełnienie snu ciała o ubiorze-ciele: beżowe body spowite drapowanym szyfonem, najlepiej w zgaszonej czerwieni lub szarościach. Szybko jednak z odsieczą przychodzi zbroja: ulubione przez Elbaza do niedawna trybalne zdobienia, mocno wyszywane blaszkami, wzmocnione na ramionach projekty, które wyglądają jak zapożyczone ze średniowiecznego romansu. Kończy się jednak lekko - ostatnią, czarną suknię zdobioną stylizowane pióra ;-) Wspaniała jest ta kolekcja, a najbardziej podoba mi się ten zrealizowany z chirurgiczną precyzją pomysł i wynikająca stąd dramaturgia. Brawo, Lanvin! 


W nowej kolekcji Diora John Galliano pokazał troszeczkę odmienione oblicze stylu marynarskiego. Jeśli nie da się już trawestować Chanel, bo marynarskie paseczki są już dosłownie wszędzie, od najdroższych butików po bazarowe stoliki - co wtedy nosić w lecie? No jak to! Trzeba całkiem serio ubrać się po marynarsku - z szafy ikonicznego marynarza pożyczyć charakterystyczną białą czapeczkę, płócienną parkę, bluzę, kamizelkę, marynarskie spodnie i marynarskie buty. A czy jeszcze wtedy pozostaje coś z kobiecości? No jasne. Trzeba być tylko wystylizowanym na pin-up! Grzywka zakręconą na rolkę, krótka sukienka w kwiaty i wysokie obcasy, szminka, naszyjnik z nenufarów oraz kocie okulary. Podoba mi się - zabawna, lekka letnia kolekcja Diora. Przede wszystkim akcesoria są niezwykle przyjemne - torby w kształcie marynarkich worków, pióra, filcowe kwiaty, sznury, frędzle. Pierwszy raz od dawna nie jest przyciężko.

3 komentarze:

angel pisze...

Kolekcja Viktor&Rolf jest niesamowita :) kołnierzyki swoją drogą, ale ta biała sukienka z koronkową wstawką i jednym rękawem .. po prostu piękna :)

Pani La Mome pisze...

Viktor&Rolf - poezja.

Kaffiarka pisze...

lanvin z owadzia broszka -ohhhhhh

zapraszam do cafeszafe.blogspot, choc to dopiero początki..