czwartek, 29 stycznia 2009

Christian po laicku.

***Enałsment! Od teraz każdy może sobie czytać bloga z zeszłego roku, szczególnie polecam artykuł o futrze oraz ogólnie listopadowe relacje z koncertów bo były kosmiczne - koncerty, rzecz jasna!***

Jestem jakimś cholernym wrażliwcem - w moim idiotycznym mózgu mówienie tego, co NAPRAWDĘ CHCĘ powiedzieć, zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończą się słowa. Inflacja słów przeraziła mnie już nazbyt wiele razy. Prawie zawsze mam coś do powiedzenia, ale najwięcej do powiedzenia mam wtedy, kiedy potrafię tylko milczeć. Popadam w zwierzęcy stupor i wtedy jest mi dobrze, bo otwierają mi się te naprawdę ważne kanały. Muszę powiedzieć, że jeszcze wielokrotnie wspominałam wspaniały koncert, którym zachwycił nas w listopadzie fenomenalny szwajcarski muzyk, Adrien Kessler. Koncert ten mogę nazwać operacją na otwartym mózgu, a unikalnego wrażenia rozsuwającej się przestrzeni nie osiągnę prawdopodobnie aż do następnego razu z Adrienem :-) Można mówić o świeckich objawieniach - zdarzają się. W starym blogu napisałam, że nie powinniśmy się dawać pieprzyć w tyłek kulturze popularnej (ok, przecież powiedziałam to po swojemu, o wiele bardziej wulgarnie!) i mówię to raz jeszcze, choć nie jestem snobem. Po prostu mam duszę jak stąd do Rzeszowa :-DDD Jestem szczęśliwa-nieszczęśliwa. Wiem, że mam fantastyczną intuicję (to szczęście), ale intuicja nie jest bipolarna (duże nieszczęście...). Kurwa, jaki w tym świecie panuje fantastyczny nieporządek. A teraz wyłącza się Katarzyna, i włączam się ja, czyli Kaka Bubu.

Można mówić o świeckich objawieniach - zdarzają się. Ot, pokaz Haute Couture mojego kochanego wariata - Christiana Lacroix! Zaczynam przewrotnie - omijam Galliano. Taka moja słabość, zwariowany Hiszpan. Pokaz Lacroix nie zaskakuje ani formą, ani stylistyką, ani w ogóle niczym nie zaskakuje. Poza pięknem, rzecz jasna. Jest coś tak wspaniale autentycznego w tych jego kreacjach, że piękno to się nie nudzi. Cały Lacroix - sztukaterie, kokardki, hafty, obfitość, tiule, dużo błysku i blasku. Czy może być inna, lepsza forma wyrazu dla idei krawiectwa haute couture? Well. Jest w tym coś staromodnego, ale ja tej starej modzie poddaje się z rozkoszą. It pleases my eye. Zauważyłam już na drugim blogu, że jest we mnie jakaś denerwująca cecha, która wyrzuca mnie na inny biegun odzieżowy - nie lubię być trendy (czy jak to się tam teraz mówi!), lubię rzeczy, które mi się podobają, które uznaję za szlachetne. Nie lubię bieliźnianych bluzek w paski i skajowych rajtuz. Tyle introspekcji. Lacroix, Lacroix! 39 absolutnie kontrolowanych gestów!

Eklektyczna kolekcja Lacroixa jest po raz kolejny przeglądem różnego rodzaju "bohaterek". Jest mały dobosz, dandys i słodka damulka. Są kwiatowe wróżki, brunetki w sukniach w grochy i panna młoda, najcudowniejsza beza na następne pół roku. Lacroix konsekwentnie wprowadza swój "total look" - jakby stał odwrócony do mody współczesnej plecami. Nie będę zbyt wiele pisać, to trzeba sobie obejrzeć w szczegółach. Mnie właśnie taki przesyt odpowiada, taki nadmiar, taka superlatywa, taka megalomania. Ole!

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Jak to miało być? Wrażliwość zaczyna się tam, gdzie kończą się słowa? Zatem moda jest jej ojczyzną! A skoro filozofia - jak powiedział Novalis (taki stary wariat) - jest ciągłym powrotem do ojczyzny, to przecież całkiem logiczne jest, że jedyna prawidziwa filozofia to filozofia odzieży (jak powiedział Carlyle, inny stary wariat). Cieszmy się tymi sofizmatami, gdyż służą one jedynie pięknu. I niech wszyscy noszą takie okulary, żeby widzieć świat dokładnie tak, jak ja go widzę. To znaczy, konkretnie chodzi o mężczyzn, bo kobiety w ogólności powinny być nieszczęśliwe, rzecz jasna :-P

8 komentarzy:

jzr pisze...

bardzo lubie twoj styl pisania
erudycyjny, zaskakujacy, niepowtarzalny ...
bawisz sie slowem, zmieniasz konteksty, popadasz w dygresje, i pokazujesz fascynujacy swiat mody
zagladam do twoich tekstow z ogromna przyjemnoscia, pozdrawiam.

Kaka Bubu pisze...

Dziękówka - bardzo mi schlebia to, że ktoś docenia moje popadanie w dygresję. Na drugie mam Tristram Shandy :-) Pozdrawiam i ten teges :-)

Anonimowy pisze...

Właśnie, kurde, jedyne co wkurza mnie, kiedy wspominam koncert Kesslera, to fakt, że podobno koncert krakowski był jeszcze o niebo lepszy. Nie sądziłem, że to możliwe, ale podobno to prawda.
A bajkowy przepych Lacroix faktycznie robi wrażenie, te kolczyki jak bransolety, te kwiaty jak berety ;) No i ogólna kolorystyczna malarskość. Daje po oczach!
Pani na dole po prawej idealnie odpowiada mojemu wyobrażeniu prawosławnej panny młodej. Swoja drogą, jak widzę taką defiladę, to zaraz mam ochotę wymyślać opowieści, z których wyrwały się te postaci w swoich niezwykłych strojach. A potem łapię się na tym, że to nie byłyby opowieści o ludziach, tylko o dekoracjach, i -choć sam nie wiem, co w tym właściwie złego - wprawia mnie to w cokolwiek melancholijny nastrój. Nie lubię tych chwil, kiedy muszę w skrytości ducha przyznać, ze jednak jestem zgniłym esencjalistą.

m.

Kaka Bubu pisze...

Ależ mój drogi, nigdy nie podejrzewałam cię o ten skrywany esencjalizm :-) Mogę ci zwrócić grzeczność i powiedzieć twymi słowy: "pisz wreszcie te ksiażki!" :-)
Kurde, ciekawe, czy kiedyś ten Kessler znowu nas nawiedzi. Z tym Krakowem - kto wie, choć tam wysoki poziom kultury i pewnie była większa publika. Nasza garstka TRze to ci magiczni wybrańcy! Żartuję sobie, tymczasem przeżywam prawdziwy dramat ludzkich namiętności. Otóż wyobraź sobie - nie podobam się księgowemu! Czy możesz sobie to wyobrazić? Nie spałam caluteńką noc, a teraz pochlipuję po kątach, dramat dramat. Kurwa mać, chciałoby się powiedzieć. 17. lutego jest koncert Girls Against Boys (w Hard Rock Cafe) - sugeruje iść i koniecznie się upić! Miłego dnia.

Anonimowy pisze...

To dlatego że jest on głęboko skrywany, w samym środku, jak przystało na esencjalizm :D

Ależ. Pomyśl sobie, ilu jest na świecie księgowych. Albo i nie myśl, w sumie to idiotyczne.

Za to masz fajowy nowy fryz.

Hmm, chyba nie jestem mistrzem w pocieszaniu. Ale o fryzie to naprawdę szczerze :)

Zacząłem podczytywać Jelinek w środkach komunikacji miejskiej. Faktycznie, ma kobieta pisane. Porzygać się można. I w dodatku to jest komplement.

Chyba tylko upić się i zapomnieć.

m

Kaka Bubu pisze...

Świetnie to ująłeś. Ja lubię patrzeć na jej zdjęcie na tylnych okładkach - ten spokój, ten spokój... No i te koszmarki w środku książek, genialne!

Anonimowy pisze...

Ja raczej zamiast dobosza, dandysa i slodkiej damulki (czyli dosc odleglych od siebie kategorii) widze kolekcje silnie inspirowana wplywami hiszpanskimi (koczki hiszpanskich matron, marynarki w stylu matadorow, kolczyki i falbany tancerek flamenco, itd.).

Niemniej jednak gratuluje "modowego oka", bo w calym tym szafiarskim buszu rzadko sie takowe trafia.

Co do nosa z notki o ksiegowym, zostawilabym go w spokoju. Jedynie dodalabym jakis delikatny makijaz, o ktory czasem az sie prosi.
Nie dlatego, ze bez niego jest zle, ale bylby doskonalym uzupelnieniem twoich wcielen.

powodzenia
a.

Kaka Bubu pisze...

Hmmm, konsekwetnie się nie maluję - nie wiem, dlaczego - ale może jak ktoś do 30tki nie zaczął, to na starość już mu to nie przyjdzie? ;-)

PIes ganiał tego księgowego. Natomiast fakt - wpływy hiszańskie są w prawie każdej kolekcji Lacroix - szczególnie dobrze to widać w jego kolecji couture na sezon jesienny - zresztą pisałam już chyba o tym gdzieś tutaj:

http://metki2.blogspot.com/search?q=lacroix

Oczywiście nikt nie wytknął mi błędu rzeczowego, bo nazwałam go Hiszpanem - dla mnie Lacroix jest Hiszpanem, nie ma w nim zbyt wiele z Francuza.

A i ten któryś komentarz o Halinie Poświatowskiej, to był debeściak. Chociaż nie zostało to potwierdzone przez naocznego świadka. Pozdro.