piątek, 27 marca 2009

Marcowe zwidy.

Robiłam dzisiaj trochę porządków w szafie (to jak tetris... tyle, że nigdy mi prawie nie ubywa elementów, a nowe w kółko wpadają i spadają) i dosyć mnie to przygnębiło. Płaszcz, który dzięki swojemu sprytowi kupiłam całkiem tanio jeszcze w listopadzie - ten z kolekcji Kawakubo dla HM - leży w szafie wprost nietknięty. Regularnie go wyciągam i odpylam rolką z klejem. Nosić go nie można, jest zbyt zimno. Z szalikiem też byłoby zimno. A co zrobić w sytuacji, gdy jest prawie koniec marca i w dwóch szalikach oraz wełnianym grubym płaszczu jest zimno? Nie nie - nie sieję defetyzmu, ale naprawdę - jako człowiek ostatnio permanentnie przewiany... mam serdecznie dość tej całej pogody rodem z koszmaru. Koszmarkowy wicher sprowadza mnie na samo dno rozpaczy. Piękne czerwone buty z atłasową wstążeczką - bumelują w szafie. Cudowny srebrny płaszcz z Sewilli - wisi niczym truposz. Nowa jedwabna sukienka w kwiatki - zwinięta w kłębek, leży i czeka. Jednak tegoroczna zima chyba wpłynie decydująco na zmianę mojego myślenia o stroju i priorytetach zakupowych. Letnie ubrania trzeba kupować doraźnie, w zimowe inwestować. I jeszcze kilka par gustownych kaloszy. Ostatnio stwierdziłam - w wielokrotnej drodze do Kielc... - że ulubione obuwie Polaków to tzw. walonki. Serio - ta nowa kolekcja Prady to niezły jakby komentarz do polskiej rzeczywistości. U nas wszyscy też z dumą noszą kolosze, krokiem paradnym w nich chodzą. Parady Prady i parada walonek zlały mi się w jedno. Choć oboma ręcyma podpisuję się pod walonkami - to strój praktyczny i niezbędny. Zawsze jakieś patałętają sie w okolicach domu. Nigdy ich nie zakładam, bo wydaje mi się, że może tam siedzieć mysz. Mysz i stopa w jednym bucie? Niechybny zawał! Raz założyłam trampek, w którym był ukryty żuk czy konik polny - prawie zawał, co najmniej wylew... pamiętam, że noga mu się urwała, temu żuku. Zrobiło mi się żał. Trzeba mu było nie wchodzić do cudzego obuwia. Marek powiedział, że jestem stonogą, bo mam tyle butów.

Z komentarzy zaciekawił mnie ten o stadionie - jeszcze trochę go zostało. Jednak nieśmiertelna korona - okazała się jednak śmiertelna. Za to na tzw. błoniach ( w okolicach dworca Stadion) kwitnie handel i nadal co dusza zapragnie można ze stadionu przynieść. Sama muszę się wybrać, zawsze coś interesującego można kupić ;-) Raz kupiłam ścierki w Atomówki - niezły wypas. Indziej a la gobelinową poduszkę w dziewczynkę, która trzyma w dłoniach kota perskiego :-D Wszystko to w cenach 2-5 złotych. Inny komentarz - ten o miejscach, gdzie nie trzeba czyścić butów - szczerze mnie zafrapował. Jeśli nie ma tam wiatru, natychmiast mogę się przenieść. Na komentarze jednak nie mogę odpowiadać, bo nie lubię się rozmieniać na drobne. W Kielcach jestem ostatnio kilka razy na tydzień - wiele się już napatrzyłam. Gdybym jednak chciała prowadzić dyskusje w komentarzach i w ogóle głosić opinie na coś komuś zdatne, założyłabym bloga na bloxie, adresowanego do masowego odbiorcy internetu. Jednak z uwagi na fakt, że masowych odbiorców internetu mam w dużym poważaniu, to przecież nie będę się gardłować z komentarzami. Dopuszczam komentarze - to już jest coś. Na marginesie po raz n-ty odpowiadam, że w drugim blogu nie można wpisywać komentarzy i jest to moja świadoma decyzja. Dodam, że nigdy nie będzie można ich wpisywać - są mi zbędne. Żyjemy w czasach, kiedy każdy sobie myśli, że może coś skomentować. Obecnie żyjemy w czasach kryzysu, ale wiele lat temu mądre głowy zauważyły już, że żyjemy w ogóle w czasach kryzysu komentarza. Nie trzeba było do tego odkrycia wynajdywać internetu. Internet tylko potwierdził tę frapującą diagnozę. Impotencja wobec rzeczywistości jest pewnym stanem, który trwa już od dawna. Właściwie wszelkie wzniosłe, patetyczne komentarze (a czym innym jest pierwotnie komentarz niż interpretacją Pisma? - czasem lubię Gadamera) przybrały paradygmat porzekadła: "gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu". Zawsze mam takie wrażenie, gdy oglądam telewizję publiczną. Apogeum tej sytuacji - psycholog/autorytet z telewizyjnego ekranu nagle okazuje się zwyrodniałym pedofilem. W ogóle telewizja to kuriozalne medium. Włączyłam wczoraj około północy - oczom moim ukazała się skromna postać Agnieszki Graff, która akurat opowiadała o historii Manify itp. Jak bardzo absuralnie brzmiały jej znajome i dość rozsądne słowa na tle innych kanałów. Na prawie wszystkich leciały filmy z mordowaniem w roli głównej, w groteskowym geście na moich oczach z tłukącej o posadzkę głowy wyleciała stróżka krwi. Na innym kanale jakaś dziewczynka w peruce opowiadała o tym, jak zaczęła się jej praca w prostytucji - akurat szedł tokszoł Drzyzgi... ostatnio ten program jest już horrendalnie idiotyczny. Pośród tej parady młodocianych kurew, które przedstawia się nam jako... po prostu statystycznego Kowalskiego... w stróżkach krwi made of sos pomidorowy and buraczki... w ogłupiających rytmach prawdziwie głupkowatego Jaka to melodia... w wywijańcach gwiazd, którymi nagle okazują się prezenterki pogody... pośród tej parady nosnensownego trele-morele... ta nieszczęsna Graff i jej feminizm. A przecież ludzie chyba chcieliby sie czegoś ciekawego dowiedzieć z telewizji - już musiały się im przejeść te prostytutki, mężowie bijący żony, żony bijące mężów, dzieci gwałcone przez stryjaszków - kto ma siłę oglądać te głupie programy. Ale to właśnie on w swej najczystszej postaci - kryzys komentarza. Dzisiaj jakiś prezenter zapowiadał jakiś konkurs audiotele czy coś takiego. Spojrzał z miną JP2 do obiektywu kamery i powiedział: "Życzę wam kochani - szczerze wam życzę! - wygranej!". Wtedy miałam krótkie spięcie... zachciało mi się żyć tylko na bananach jak w Tęczy grawitacji Pynchona. Jeść kanapkę z bananem oraz zagryzać bananowym chlebem bananową zupę. Dziwne, ale często śni mi się ta książka. Kryzys komentarza - tautologia wypowiedziana z gestem - jakby uśmiech miał nadać jej sens. Uśmiechy i grymasy póki co mało mnie obchodzą. Uważam, że każdy komentarz w internecie jest jak udział w teleturnieju Jaka to melodia. Trzy dźwięki - już wiem! Spal żółte kalendarze! Brawa i w tym momencie cała sala śpiewa oraz grupka ubranych na bazarze "wykonawców" zaczyna swoje bezbłędnie chore show. Wykonać wyrok - serio Kafka znalazłby w tym coś ze swoich klimatów...

Natomiast oczywiście każdy chciałby się z bloga dowiedzieć czegoś ciekawego na temat mody. Muszę chyba odroczyć ten temat do jutra. Ktoś jeszcze pytał, czemu nie mam bloga o książkach, które czytam. Otóż oznajmiam, że kiedyś prowadziłam taki dziennik. Ostatnio czytam książki równolegle, przez to trochę to traktuję jak rozrywkę. Ostatnio czytam: Sztukę fugi o Gouldzie (nawet zabawne, choć nazbyt patetyczne i w kółko się ten autor bezsensownie powtarza), biografie Trumana Capote - wspaniała lektura, idealna na czas, kiedy człowieka zajmują inne myśli, mało angażująca i w ogóle bardzo zabawna..., Bycie i czas Heideggera (bo kupiłam na wyprzedaży w Empiku (sic!) i wciągnęła mnie ta dawno nieczytana książka...). W ogóle ostatnio czytam mniej niż zwykle, co mnie trochę wnerwia, ale czarne myśli w kółko odciągają mnie od lektury. Niedawno w pociągu (prawie tydzień temu) czytałam Tessy Capponi-Borawskiej Dziennik toskański - wspaniała książka, naprawdę uwielbiam tę autorkę. Jednak nie mam zamiaru publicznie prowadzić takiego dziennika z recenzjami, bo po pierwsze mi sie nie chce, po drugie uważam to za zbędne, po trzecie wynotowuję tylko interesujące mnie sprawy. Dosyć selektywnie podchodzę do tego, co czytam. Prędzej mogłabym coś takiego pisać o filmach, ale też mi się nie chce ;-F Chyba wzięłam sobie nagle za pukt honoru odpowiadanie na komentarze ;-oooo Czym prędzej kończę ten sprawozdawczy wpis - w następnym chyba dobrnę do Viktora i Rolfa!

7 komentarzy:

Potas pisze...

"Chcę być piękna"

Anonimowy pisze...

O, a w którym Empiku wyprzedawali "Bycie i czas" i jak dawno to było?

M.

Anonimowy pisze...

moze komentarz wcale nie przechodzi kryzysu, a zmieniaja sie tylko jego zadania, odchodza stare, dochodza nowe...co kto zapragnie, zeby zaspokoic swoje i innych potrzeby psycho-spoleczne. mnie jak najbardziej urzeka komentowanie dla samego komentowania:)

Karolina23 pisze...

Witaj,
jako iż na "Wintydż" opcja z komentarzami jest wyłączona postanowiłam uzewnętrznić się tutaj. Czytam (oglądam?) oba Twoje blogi już od dłuższego czasu i nieustannie jestem pod wielkim wrażeniem. Masz wspaniałe wyczucie stylu, sama mieszkam w Szczecinie - tak zwanej wiosce z tramwajami, gdzie hitem ulic są białe kozaczki, metrowe tipsy i pomarańcz prosto z solarium. Brakuje na ulicach takich ludzi jak Ty - odważnych, którzy nie przejmują się krytyką innych i mają swój niepowtarzalny styl. Mam cichą nadzieję, że prowadzenie obu blogów nigdy Ci się nie znudzi i jeszcze przez długi okres czasu będę z uśmiechem na ustach oglądać Twoje zdjęcia oraz czytać notki tutaj. Pozdrawiam Cię serdecznie i pogłaskaj ode mnie Gershwina :)

Anonimowy pisze...

przykro mi z powodu twojego taty. niestety, smierc nie oszczedzi nikogo z nas:( trzymaj sie i dbaj o tych bliskich, ktorzy sa jeszcze wokol ciebie.

Karolina23 pisze...

Chciałabym złożyć Ci najszczersze wyrazy współczucia z powodu śmierci Twojego Taty. Mam nadzieję, że z czasem uporasz się z tym ogromnym bólem jakim jest strata kogoś tak bliskiego jak Rodzic. Twój Tata musiał być wspaniałym i mądrym człowiekiem i pozostawił po sobie równie wspaniałą Córkę.

Anonimowy pisze...

Nie da się komentować tam, to dorzucę tutaj...
Ja mam jedno skojarzenie z takimi uszami: http://www.helnwein-museum.com/article1244.html :)