poniedziałek, 20 września 2010

London Fashion Week 1

Początek tygodnia mody w Londynie to dla mnie zawsze ekscytujący moment. Ameryka zasypuje nas mnóstwem pokazów, niestety większość kolekcji jest stricte komercyjna i ze świecą szukać tam eksperymentu czy ekstrawagancji. W tym sezonie było jednak w Nowym Jorku dość ciekawie: zachwyciła mnie nowa kolekcja sióstr Mulleavy, vel Rodarte: mam wielką chęć wydrukować sobie miniaturki wszystkich stylizacji i powiesić gdzieś na ścianie jako instruktaż, czym zapełniać szafę na wiosnę ;-). Urzekła mnie inspiracja kiczowatymi latami 70tymi u Jacobsa, w kolekcji Badgley Mischka czy Bensoni. Spore wrażenie zrobiła nowa wizja elegancji spod znaku Jasona Wu czy znakomitej w tym sezonie kolekcji Proenza Schouler. Mam nieodpartą ochotę na transparentne tkaniny jak u Richarda Chai, Rag&Bone czy Charlotte Ronson oraz drapowane szyfony od Very Wang. W Nowym Jorku wcale nie było tak źle - projektanci od jedwabnych satyn oczywiście trzymali się swojej linii, ale do kolekcji wniknęło też sporo świeżości i tego czegoś, co instynktownie rozpoznajemy jako nastrój londyński. No właśnie - gdy tylko zacznie się przeglądać fotografie pokazów ze stolicy UK od razu człowiek nabiera optymizmu: przede wszystkim robi się niezwykle młodo, nie-mainstreamowo, po prostu - inaczej. I choć w tej inności Londyn jest już modowym weteranem, to ja i tak zawsze szukam wśród tych pokazów jutrzenek może niezbyt dalekiej, ale zawsze przyszłości. Ruszamy zatem do Londynu!

Richard Nicoll to jedno z tych modowych nazwisk, na które reaguję ożywieniem ;-) Projektant skończył Saint Martin's w 2002 roku, a jego nazwisko kojarzy się już z rozpoznawalnym stylem i niezależnością twórczą. Nicoll dla mnie to jeden z najważniejszych młodych projektantów: ma doskonałe pomysły i realizuje je w sposób niesamowicie konsekwentny. W swojej nowej kolekcji połączył dwie tendencje: modę na dekadencki styl Republiki Weimarskiej oraz psychodelię lat 70tych spod znaku Davida Bowie. Tkaninowo Nicoll postawił na lakierowaną skórę (tudzież lateks) i szyfony, szczególnie w wersji plisowanej. Kolorystyka to czernie, biel oraz delikatne buduarowe róże. W kolekcji dominują gorsety z kontrastowymi lamówkami, przejrzyste bluzki i sukienki, plisowane spódnice z koła. Jest tylko odrobinę mrocznie, jednak Nicoll fantastycznie gra kontrastami i kolekcja nie jest nazbyt ciężka. Idealne proporcje i spójność. No i Lindsey Wixson - coraz bardziej fascynuje mnie uroda tej modelki!

W kolekcji House of Holland Henry Holland całkiem na serio poszedł w glamour lat 70tych. Kolekcja jest nadzwyczaj kiczowata - na granicy dobrego smaku dla typowego odbiorcy mody, na granicy kampu dla tego, kto myśli kampowo. Holland usiał swoje projekty wzorami w liście bananowca w wersji XL oraz pocieszne metalizowane gwiazdki. Króluje tu w ogóle złoto, blichtr i frędzle. Uszy modelek zdobią duże kolczyki w formie włóczkowych pomponów w mocnych kolorach. Holland pokazuje również plisowania na rękawach i spódnicach. Ta kolekcja jest naprawdę mocna - takie fashion statement na ten nowy czas disco glamu. No i jest naprawde kolorowo. Wspaniały kontrast między ascetycznymi kolorami Nicolla i feerią barw Hollanda to niezły wyznacznik przyszłosezonowych trendów.

Jesienna kolekcja Topshop Unique niespodziewanie stała się niezwykle wpływowa. Rogi na głowach, klimat leśnych tajemnych ścieżek, odrealnione stylizacje - to przeniknęło do rzeczywistości sieciówkowych półek i ponoć w HMie można już kupić metalowe pierścionki z miniaturowym porożem, natomiast styl włóczykijowsko-gajowy stał się jednym z najmocniejszych trendów sezonu. Tym razem modelki występują w równie wyrazistych fryzurach typu przesuszona trwała ondulacja, usta zdobi mocna czerwona szminka, na stopach miodowe sandały z frędzlami na platformach. Wyróżniają się mocne, ciepłe kolory, takie jak czerwienie czy żółty oraz nadruki z motywem "kwasowo"-kosmicznym i mitlogicznym (skrzydła Pegaza). Jednak większość kolekcji to desenie w szarości, beżach i blade róże. Mamy tu miszmasz trendów przyszłego sezonu: prześwitujące szyfony, metalizowania, szwedy rodem z lat 70tych. Jest kolorowo i nadzwyczaj wesoło - po prostu optymistyczna wersja lata 2011.

 

1 komentarz:

Łyska pisze...

A niech mnie kule biją , nie przepadam za topshopem a tu proszę...

A co do urody tej Wixon to powiem...nietypowa ale ważne, że na wybiegu się sprawdza.