środa, 15 września 2010

NYFW 5

Siostry Rodarte w tym sezonie naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Ich wspaniałe, po-darte kreacje robiły wielkie wrażenie swoją oryginalnością, ale obecnie obie panie już chyba trochę okrzepły i oto naszym oczom ukazała się prawie-w-ogóle-nie-podarta kolekcja ;-) Do tego naprawdę szykowna, choć bez zadęcia. Siostry postawiły na skromną paletę: wszelkie odcienie brązu, czekolady, beżu, cielistości aż po złoto i gama niebieskości aż po granat i kolor o wspaniałej nazwie chartreuse (który w ogóle zapowiada się na przebój wiosenny, a ja go niezbyt trafnie nazywam pistacjowym: może dlatego, że pistacje jadam, a rzeczonego likieru chatreuse jakoś jeszcze solo nie próbowałam). Siostry z Pasadeny nie byłyby sobą, gdyby w kolekcji nie pojawiły się dekontrukcyjne, awangardowe elementy. Mamy więc typową warstwowość, panneling, troszkę draperii i tansponowanych fragmentów kroju (np. pasek spódnicy niebezpiecznie przypomina stójkę marynarki czy koszuli). Jednak bez trudu możemy tu rozpoznać formy tradycyjne: suto marszczone spódnice mini, spodnie z wysokim stanem, taliowane marynarki, koszule i oczywiście sporo wiosennych sukienek. Wśród deseni kratka, podłużne pasy, groszki, wzór typu "boazeria", pepitka XL oraz błękitne kwiaty, przypominające malunek na porcelanie. Oczywiście dowolnie mieszamy wszystkie motywy w jednym stroju. Stylizacji dopełniają awangardowe buty na niezawodnie szalonych obcasach (choć nic chyba nie pobije świecących obcasów ;-)) i małe skarpetki typu antygwałt. Owe antygwałty są już w kolejnej amerykańskiej kolekcji z tego tygodnia - kto się odważy na np. polskiej ulicy oprócz pań, które ewidentnie są fashion resistant? No, czekam na śmiałków... All in all, Rodarte sisters tym razem są po prostu fantastyczne, bo wreszcie można się ubrać a la Rodarte na co dzień! W kolekcji podoba mi się chyba wszystko, włącznie z makijażem i fryzurami modelek. Naprawdę, zapadłam na Rodarte!


W kolekcjach Marc by Marc Jacobs projektant staje się coraz bardziej rutynowy. Jak zwykle mamy paradę tych samych charakterystycznych pasków, proste koszulowe tuniki, szorty, jedwabne zwiewne sukienki i sportowe spodnie z dzianiny. Nowa kolekcja nie zaskakuje, ale jest jak zwykle całkiem przyjemna. Na głowach modelek zostało jeszcze coś z lat 70tych. Takie loki łatwo zrobić w warunkach domowych. Na pałeczki do ryżu należy "na ósemkę" nawinąć wilgotne kosmyki włosów. Pół godziny i efekt gwarantowany!

Na głowach modelek Very Wang wielkie tapiry rodem z "Dynastii", jednak sama kolekcja jest bardzo nowoczesna - bez krztyny sentymentu czy retro. Projektantka na swój sposób przekłada wszystkie trendy nadchodzącego sezonu - drapowania, przeźroczystości, dalekowschodnie kwiatowe desenie, elementy stroju techniczno-wojskowego. Nowa elegancja w wersji Wang to przede wszystkim wspaniałe sukienki. Draperie z szyfonu i zapierające dech w piersiach strukturalne formy z jedwabnej satyny mają w sobie misterność dzieł sztuki. W kolekcji również codzinne kompozycje ze spodniami i doskonałe kurtki, które mają w sobie coś z uniformu spadochroniarza, ale też sporo z jakiegoś współczesnego samuraja. Kolekcja jest doskonała.


Carolina Herrera również zainspirowała się Azją - na głowach modelek wielkie kapelusze rodem z Korei (muszę dopytać o te kapelusze konkubenta...), w krojach dominują asymetryczne, kimonowe zapięci, a na strojach wykaligrafowane kwiaty rodem z atlasu botanicznego. Kolory zahaczają o róż oraz głęboką czerwień, ale zawsze wracają do czerni i bieli. Kolekcja miejscami może nieco nazbyt dosłowna, ale bardzo przyjemna w odbiorze. Za tę spódnicę z goździkiem dałabym się pokroić.

Diane von Furstenberg wpuściła trochę świeżego powietrza do swych kolekcji i od razu zrobiło się... młodziej. A może to przez te lenonki? Może raczej przez nowego współpracownika, który przybył z kręgów samej Phoebe Philo. W kolekcji dominują duże graficzne wzory w mocnych kolorach, od brązu, przez żółcie i chartreuse (:D), po szafir. Od motywów graficznych po etniczne. Jak zwykle sporo słynnych wrap dresses, ale w jakimś świeżym wydaniu: może po prostu nareszcie mają idealną długość? Nowością są minimalistyczne zestawy ze spodni z wysokim stanem i prostych topów. Ładnie. Ja nieodmiennie jestem zakochana w sesji Mai Ostaszewskiej w ciuchach Furstenberg: to była magia!

1 komentarz:

Łyska pisze...

Rodarte uważnie obserwuję uważnie po przeczytaniu gdzieś o tym jak zaczynały przygodę z modą i jestem pod wrażeniem ich szybkiego rozwoju. Ich 'podarte' stroje z poprzedniego sezonu były "to die for".

Generalnie spokojnie na tych głowach, widzę że tylko Herrera "zaszalała"...