niedziela, 5 września 2010

Uwaga, blok reklamowy!

Nie ma powodów do obaw: blog się nie komercjalizuje. Chodzi po prostu o reklamy w modowych czasopismach. Do tej pory jakoś im się opierałam: przewracanie kolejnych stron z nadnaturalnie dużymi wizerunkami niezwykle gładkich ludzkich twarzy i innych elementów ciała najzwyczajniej mnie nudziło. Rzęsy trzepoczące w sąsiedztwie zdumiewająco błękitnych oczu przypominały raczej gałęzie egzotycznych roślin. Botanika zdawała się zawiadywać uniwersum rzekomo cielesnych odnóg. Przy gigantycznych zegarkach i pierścionkach, zdobionych obfitością różnobarwnych kosztowności, myślałam sobie: ok, diabeł tkwi w szczegółach, ale zmysły pozbawione powiększających protez nie dostrzegą tych zacnych niuansów. Szlif brylantu i ilość karatów w materii szlachetnej koperty muszą przecież pozostać tajemnicą dla nieuzbrojonego oka. Reklamy krzyczały na mnie, wyprowadzały gdzieś daleko poza próg sensorycznej wrażliwości, były jak biały hałas. Z tej reklamowej masy wyłaniał się tylko jeden malutki głosik, a więc fantastyczne zdjęcia Juergena Tellera do kampanii reklamowych Marca Jacobsa. Dostrzegałam je, bo mówiły językiem delikatnych gestów: intymności, pastelowych barw, rozmiękczenia konturów. Ich idiom bazujący na pozornym niedopracowaniu wydawał się zupełnie nietrafiony w kontekście fotografii reklamowej, która przecież ma krystalizować konsumenckie postawy, podniecać żądze posiadania produktów, również tego swoistego produktu jakim jest styl życia. Tymczasem te antyreklamowe reklamy wypracowały całkiem nowy, świeży styl, bez którego trudno wyobrazić sobie teraz magazyny modowe. Zdjęcia Tellera dla Marca Jacobsa na sezon jesienny 2010 są tym razem plenerowe. Brak tu jednak "ładnych" landszaftów, a za całą naturę robi zaorane pole i kilka drzew. Ot, jest "po prostu", jest "zwyczajnie. Taka nieupiększona natura może i kole w oczy, ale za to jak wspaniale działa na wyobraźnię. Po raz kolejny Teller tworzy również oprawę nowej kolekcji Celine. Ostro naświetlone lampą błyskową, płaskie zdjęcia doskonale współgrają z minimalistycznymi projektami Phoebe Philo.


Obecny sezon w ogóle obfituje w dobre zdjęcia reklamowe. Sama już nie wiem, czy tak jest naprawdę, czy może ja dopiero zaczęłam dostrzegać w fotografii reklamowej coś, co mi do tej pory umykało. W każdym razie, ostatnie numery kolorowych czasopism przeglądam zawzięcie, dłużej niż zwykle wpatrując się w reklamowe bloki. A niekwestionowanym królem reklamy jest obecnie Steven Meisel. Najbardziej podobają mi się oczywiście jego "filmowe" zdjęcia dla Prady i Louis Vuitton: te epickie fotki mają w sobie jakąś magiczną moc przyciągania. Przemawiają jak malarskie obrazy, a klimat retro ma w sobie niezwykłe ciepło. Patrząc na te zdjęcia nie czuję się zagrożona - zdaję sobie oczywiście sprawę z ich mocy perswazyjnej, ale cóż: daję się uwieść tym eleganckim paniom z niebotycznymi kokami. A nagromadzenie szczegółów w reklamie Vuitton jest po prostu powalające. Podoba mi się również kampania Balenciagi, którą sfotografował Meisel - cholernie trudno było oddać dwuznaczność projektów Ghesquière'a, a Meisel świetnie wypośrodkował klimat sesji między księżycowym pejzażem i mitologiczną fantasmagorią. Do tego oczywiście wspaniała Karen Elson, która po prostu kwitnie przez ostatnie trzy sezony: jest wspaniała. Prawdziwym dokonaniem w dorobku Meisela jest jesienna kampania Diora, której gwiazdą jest 17-letnia modelka Karlie Kloss. Kolorystyka tych fotografii, światło, dopracowanie w ostatnich szczegółach: są po prostu idealne. Trudno sobie wyobrazić bardziej adekwatną ilustrację buduarowej kolekcji Galliano. Żeby nie było za słodko, to kompletnie nie przemawia do mnie Meisel fotografujący Lanvin na naszych fantastycznych topmodelkach - w odbiorze przeszkadza mi nadekspresja...




Oczywiście, jak chyba wszyscy, zakochałam się w jesiennej kampanii Chloe. Nie wiem, czy "camel" jest nowym czarnym (w końcu ten beż przecież pogrubia...), ale monochromatyczne zdjęcia mają w sobie ogromną moc przekonywania. Ta sama para fotografów, a więc Inez van Lamsweerde i Vinoodh Matadin, jest również odpowiedzialna za czarno-białe fotografie dla domu mody YSL. Daria Werbowy w "zakonnych" szatach Stefano Pilati ma w sobie nieodparty urok, rodem z filmów Felliniego. Doprawdy, mnie tej jesieni zbyt wiele się podoba! Na dokładkę podoba mi się nawet futrzana sesja Chanel i Freja Beha Erichsen! Ale najbardziej podoba mi się sesja reklamowa Fendi, której autorem jest sam Lagerfeld. Kolekcję Fendi upatrzyłam sobie już podczas pokazów i czytelnicy być może pamiętają moje zachwyty nad futerkami i zgniłymi zieleniami, które Lagerfeld musiał wykombinować w jakimś niezwykłym przypływie geniuszu (to musiało być zanim wpadły mu do głowy niedźwiedzie i góra lodowa...). Do tego nasza genialna Anja Rubik i klimat rodem z obrazów Edwarda Hoppera czy Davida Hockney'a: zdjęcia Lagerfelda chytrze naśladują dzieła sztuki. Z odbiorców reklamy czynią koneserów, a nie konsumentów. A koneserów łechczą mile i wszyscy są zadowoleni. Słynne źle postawione pytanie: "Czy moda ma coś wspólnego ze sztuką" jak zwykle zostawia pole tylko złym odpowiedziom, a jesienna fotografia reklamowa bez pardonu zawłaszcza sobie język sztuki. Nam pozostaje cieszyć się, że magazyny mody są "ładne", a może nawet "piękne".



6 komentarzy:

jagnesjag pisze...

Chloe i Celine piękne, ale największe wrażenie robi na mnie Anja w reklamie Fendi.Piękne!

unfashion_girl pisze...

naprawdę miło się Ciebie czyta. nie wiem nawet jak to wyrazić, ale ten język, opisywane przez Ciebie szczegóły.. cudo!

Anonimowy pisze...

Lubię bardzo tu zaglądać :)

pozdrawiam
Wu

maja miusow pisze...

to zaskakujace ze reklamy potrafia byc jednak wciagajace, przynajmniej te w wersji na papierze. ten sezon rzeczywiscie nalezy do meisel'a, podobaja mi sie jego prace. podobnie jak powracajacy motyw slodkich lat 60tych, bo to oznacza pelniejsze sylwetki niz te w rozmiarze 0,a wiec szanse dla normalnych dziewczyn zeby dobrze wygladac w najmodniejszych ciuchach. fajny, dobrze napisany blog-laduje w moim rss. pozdrawiam! x

Ullalala pisze...

W wakacje kupiłam amerykańskiego VOGUE'a i reklamy, które tam są, są strasznie irytujące; głównie kosmetyki (czasem też trochę dodatków, poza tym znajdą się jakieś leki, samochód) co drugą stronę, nie da się tego normalnie czytać.

Potem kupiłam brytyjskiego i tu wygląda to zupełnie inaczej. Chloe, Lous Vuitton, Prada, YSL... klimatyczne, wciągające, piękne sesje (w dodatku zebrane w większości na początku magazynu, potem tylko jakieś pojedyncze, nieprzeszkadzające). Jednak te futrzaki od Chanel mnie nie przekonały :).

eliwer pisze...

dla mnie mistrzem absolutnym jest kampania marca jacobsa. od lat mnie zachwyca. za to chloe- nic ciekawego (oprocz mega pieknych ubran)

werka/eliwer